i oddzwoniła do Diaza.

Łagodnieje, robi się miękki, to jedyne wyjaśnienie. W wieku trzydziestu dwóch lat jest
ławce. Do tej pory nigdy nie znajdował czasu na podziwianie własnego ogrodu. Teraz
- Tego nie powiedziałem.
znacznie wokół własnej osi, gdy koła napędu dotknęły
- Nie uważasz, że powinnam służyć za przyzwoitkę mojej drogiej Rose? - zapytała
Z tymi myślami poczuła się niezwykle samotna. Ogarnęło ją zmęczenie, a to znaczyło, iż nie zdoła mu się oprzeć. Jeszcze raz rzuciła okiem na drzwi. Ciągle mogła się wycofać. Gdyby Bryce dowiedział się, że była agentką CIA, znienawidziłby ją. Kłamała, chcąc uchronić jego i Karolinę przed niebezpieczeństwem. Wiedziała, że w końcu przestanie grać Klarę Stuart i wróci do własnego nazwiska, Caldwell, oraz do pracy w agencji. Teraz jednak pragnęła, by ta chwila nigdy nie nadeszła.
- Jesteś pewna, księżniczko? - Pochwycił jej drugą rękę i przyciągnął do siebie. - A może za dobrze cię znam? Zimna, obłudna, kłamliwa suka, oto jaka jesteś! Jak twoja matka. Niezdolna do miłości.
okrzyk, słyszalny w całym pokoju. W tym samym momencie ruszył ku niej z otwartymi
- I co? - Klara nie chciała przyznać, że sama wielokrotnie wracała wspomnieniem do ich zbliżenia, gdy czuła się samotna. - Ja się nie zmieniłam...
ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY
- Tak.
- Owszem - powiedział z roztargnieniem.
Niebieskie oczy się rozszerzyły.
mnie wyjdziesz.

szybko, a ona przecież nawet nie stanęła jeszcze porządnie na nogi.

- Nie zgodziłeś się? - Pokręciła głową, najwyraźniej nic nie rozumiejąc. - Jak w takim razie spłacimy pożyczkę?
dziewczyną. Oczywiście bez trudu przejrzała jego grę.
natychmiast zapragnęła więcej. Gdy się wyprostował, omal nie upadła.

- Tak?

sterczał prostopadle do dłoni. Kobieta miała na sobie tylko starą
mu szlufkę od spodni, i o tym, że przeprasza, bo rozmawiał z
kamień. Był on teraz zapewne ostatnią osobą, którą Lola miałaby

- Dziękuję, Lex.

zmusić się do kłamstwa, Milla zamknęła oczy i pozwoliła zapaść
prawo, opierając o drzwi.
przegraną bitwę ze łzami. Odkaszlnęła, zdobyła się na blady uśmiech i spojrzała siostrze prosto w oczy. - Brig i ja weźmiemy ślub. 8 Cassidy bolały stopy, dudniło jej w głowie i od wczoraj ją mdliło. Od kiedy Angie oświadczyła, że pobierze się z Brigiem. Brig i Angie małżeństwem? Nie! Nie! Nie! Nie uwierzy w to. To tylko wymysł Angie. Ale dlaczego płakała? - Będziesz się świetnie bawić - odezwała się Dena z przedniego siedzenia lincolna. Odwróciła się i uśmiechem próbowała dodać Cassidy otuchy. - Będzie mnóstwo chłopców i dziewczyn w twoim wieku. No już, przestań się dąsać. - Ja się nie... Dena zmarszczyła idealnie wyregulowane brwi. - Widzę przecież. Słuchaj, Cassidy. Wejdziesz tam i będziesz się świetnie bawić. Pamiętaj, że Sędzia i Geraldine mają to zauważyć. Rex podjechał do głównego wejścia ogromnego domu i podał kluczyki lokajowi. Cassidy ze strachem wysiadła z samochodu ojca. Marzyła, żeby znaleźć się gdziekolwiek indziej, tylko nie w posiadłości Caldwellów. Dwupiętrowy śnieżnobiały dom wyglądał jak przeniesiony z planu Przeminęło z wiatrem. Był najwierniejszą kopią Tary, jaką Cassidy w życiu widziała. W oknach wisiały długie zielone zasłony. Przez całą długość budynku ciągnął się szeroki ganek z werandą. Po kilku kominach z czerwonej cegły piął się bluszcz. Ogromny trawnik odgrodzony był rododendronami, azaliami i różami. W nocnym pachnącym powietrzu rozbrzmiewały stare piosenki i modne melodie. - Chodź, chodź - ponagliła Dena córkę. Matka pewnie myślała, że Angie jest z Felicity, ale Cassidy podejrzewała, że jej przyrodnia siostra jedzie na motorze z Brigiem, obejmując go w pasie ramionami, przyciskając policzek do jego pleców. Nie pobiorą się. To kolejne kłamstwo Angie! Miej więcej wiary. Wyprostowała ramiona i weszła za rodzicami do hallu. Murzyn w wykrochmalonej białej koszuli, czarnym garniturze, z bielutkimi zębami i z błyskiem w oczach, które jednak nie były promienne, zaprowadził ich na tyły domu, gdzie otwarte drzwi zapraszały gości do ogrodu. - Rex! - Sędzia przywitał starego kumpla. Ira Caldwell był postawnym mężczyzną. Miał wielki brzuch i kiedy nie kryła go sędziowska toga, musiał zapinać pasek na ostatnią dziurkę. Włosy miał rzadkie, a oczy głęboko osadzone. Uśmiechnął się szeroko. - Zastanawiałem się, kiedy się zjawicie. Dena... - Ścisnął rękę matki Cassidy, ujmując ją energicznie w swoje dłonie - Wyglądasz olśniewająco, jak zawsze. - Dena zarumieniła się i sięgnęła do torebki po złotą papierośnicę. - Jak zwykle mi pochlebiasz - powiedziała, biorąc do rąk papierosa. Sędzia błyskawicznie podał jej ogień. Zaśmiał się i zamknął złotą zapalniczkę. - A to kto? Dziewczęca Cassidy. W sukni nigdy bym cię nie rozpoznał. Ale się wystroiłaś. Boże, jesteś tak ładna jak twoja siostra. - Ładniejsza - sprostowała Dena, wypuszczając chmurę dymu w sufit. Cassidy chciała umrzeć. Nienawidziła, gdy porównywano ją z Angie, a przyjaciele rodziców robili to zawsze. Gdyby mogła, uciekłaby po wyłożonej marmurem podłodze. Może wymówi się bólem brzucha albo powie, że idzie się przejść po ogrodzie? Potem zadzwoni do rodziców i powie, że jest w domu. Co by jej zrobili? Wróciliby do domu i zaciągnęli ją z powrotem na przyjęcie? Raczej nie chcieliby wzbudzać sensacji. Nikt, nawet Jezus Chrystus we własnej osobie, jeśli byłby zaproszony, nie odważyłby się zakłócić miejscowego wydarzenia roku. Oznaczałoby to towarzyską śmierć. Cassidy niecierpliwiła się, że matka i ojciec tak długo rozmawiają. Mama sprawiła sobie kremową koronkową garsonkę, zmieniła odcień rudych włosów i błyskała nowym pierścionkiem z rubinem, który dostała od ojca. Paliła papierosy, śmiała się i flirtowała w skandaliczny sposób. - Gdzie dziewczynki? - spytała Dena, a Geraldine wzruszyła ramionami. Zmarszczki na jej twarzy się pogłębiły. - Felicity wspominała coś, że przyjedzie później, z Derrickiem. - Wyszedł z domu kilka godzin temu. - Uśmiech Reksa nieco zbladł. - Angie też. - Nie widziałam jej w ogóle. - Geraldine była zakłopotana, ale Cassidy wyczuła, że matka Felicity powiedziała to z zadowoleniem. Dziewczęta, chociaż były przyjaciółkami, rywalizowały ze sobą. Geraldine cieszyłaby się, gdyby Angie znalazła się w tarapatach. - Przyniosę drinki! - Sędzia poklepał Reksa po plecach. - Cassidy, przy basenie jest mnóstwo dzieciaków. Wszystkie dziewczyny oglądają się za chłopakami. - Mrugnął do niej okiem. Cassidy błagała matkę, żeby pozwoliła jej zostać w domu, ale Dena nie dała się uprosić.